|
Rogowska Monika
Wiara I tak jest własnie zawsze... nic się nie udaje... jak mam w Ciebie wierzyć?! Dlaczego wystawiasz mnie na takie próby? Możesz mnie zabić, ale zabijaj szybko.. nie karz mi czekać, bo cierpliwości nie mam w sobie w ogóle... nie rób mi nadziei, tylko z góry powiedz co będzie, albo czego nie bedzie. Rozrywasz mi serce i dobrze o tym wierz. Zabierasz mi coś, kiedy mam to w dłoniach! I chcesz byc wielbiony? Chcesz byc kochany? Udowodnij , ze kochasz mnie, ze zależy Tobie na mnie, a będzie to odwzajemnione... nie stawiaj przede mną przeszkód, bo moge sobie nie dać rady. Czasem wątpie w Ciebie, często watpie w Ciebie... może nie ma w co wątpić? No raczej! Czasem mówie głośno, jak bardzo Tobą gardzę! Jak bardzo Ciebie nienawidzę! Nie mam siły, by bawić się z Tobą... nie mam siły... Tuwim Julian
Znów to szuranie...
"Wznoszą się prostaczkowie i osiągają niebo - a my ze swoją wiedzą
pogrążamy się w piekle."
Św. Augustyn
Znów to szuranie, bełkotu chór,
Znów na ulice wylazło z nór
Dwieście tysięcy, trzysta tysięcy
Poprzebieranych świątecznych zmór.
Zieje pustynią zeszklały wzrok,
W otchłań zapada każdy ich krok,
W ultra-kolorach, w meta ubiorach
Łażą rozwlekle przez cały rok.
To oni - sprawcy brzuchatych bab,
Sznycla, gazety, tryumfów, klap,
Skrótów, paszportów, forsy i sportów,
Słowa "gustowny" i słowa "schab".
To oni - naród, społeczność, wiek,
Styl i epoka, i dziejów bieg,
Ten sam odwieczny wróg niebezpieczny,
Podsłuch powszechny, masowy szpieg.
Rozstąp się, bruku upiornych miast!
Rozstąp się, niebo, zbrojownio łask!
Biesa tępego, biesa głupiego
Oświeć i przeraź gradem swych gwiazd!
Brzechwa Jan
Do matek (które swym dzieciom czytają moje wiersze)
Powiedział ktoś, żem zmyślny strateg,
Bo gdy dla dzieci piszę wiersze,
Właściwie piszę je dla matek.
Te złośliwości nie są pierwsze;
Niech szydzi ten, kto lubi szydzić,
A zresztą... czego mam się wstydzić?
Wyznaję, nieraz żal mi szczerze
Mateczki, mamy czy mamusi,
Która do rąk mą książkę bierze
I swemu dziecku czytać musi.
Żal mi, że drogi czas jej kradnę
I że się męczą oczka ładne...
Wyznaję, myślę nieraz czule,
Jak wyglądają te mateczki,
Mamusie, mamy i matule,
Kiedy czytają me książeczki?
I o czym każda skrycie marzy?
I czy ma miły wyraz twarzy?
Czy spośród mam śpieszących z biura
Lub z pracy, już zmęczonych trochę,
Uśmiechnie się niekiedy która,
Gdy wspomni moje wiersze płoche?
Czy się uśmiechnie i, być może,
Pomyśli czasem o autorze?
Wiadomo przecież od stuleci,
Że taki rzeczy jest porządek:
Do matek trafia się przez dzieci
Tak jak do mężczyzn - przez żołądek.
Czy to uwłaszcza matkom miłym?
No cóż, przyznaję się. Zgrzeszyłem.
Lubię twarzyczki wasze młode
I często sobie wyobrażam
Wasz wdzięk i powab, i urodę,
I mimo woli się rozmarzam.
A gdy marzenie mnie kołysze,
Wtedy dla dzieci wiersze piszę.
Miśkowiec Marcin Trędowatość uczuć Zastanawiam się jak to jest... Być jednym z nich... Wybrańców losu... Dla, których być może jest to coś najprostszego i normalnego... A jednak dla mnie jest to tak odległe i niewyobrażalne... Stadium nieokiełznanej ekstazy uczuć... Stan braku tchu i kosmicznych dreszczy przenikający wyzwolone ciała.... Czy kiedyś ugaszę ten pustynny żar? Czy kiedykolwiek zbiorę najcenniejszy plon? Dziś wiem,że to tylko iluzja...uciekająca ku bezustannej udręce mych trędowatych marzeń...
Piękno * * * [Wejdź we mnie] Wyspa Nadzieja wbrew beznadziei Przemiana józef p. pracuje w muzeum (cykl: józef p. po pierwszej stronie lustra) W moim malutkim niebie Letarg * * * [słowa słowa] Wszystko, co kocham • Król Edyp - Motywy literackie
DMOZ Omenaa Mensah Tapety Kobiety katalog firma konie prostownice fotografia ślubnaoryginalna pościel sklep sportowy nauka jazdy Katowice pomiary elektryczne poznań karty kredytowe porównanie |